Karpaty domem dla zbójników

KARPATY DOMEM DLA ZBÓJNIKÓW

Karpaty są rdzeniem Europy Środkowej, swoistym fenomenem kulturowo-historycznym, pewną całością geograficzną, historyczną i społeczną, wznoszącą sie ponad przecinające je granice państwowe. Są nierozerwalnym splotem kultur, miejscem ścierania się i nakładania wpływów polskich, ruskich, ukraińskich, rumuńskich, słowackich i węgierskich, a także wielu innych. Dlatego właśnie na terenie Karpat mógł przydarzyć się niezwykły fenomen zbójnictwa.

 

katedra nKarpaty, to góry zlokalizowane w samym środku Europy. Ciągną się od Dunaju, na styku Republiki Czeskiej, Słowacji i Austrii długim łukiem, łącząc te kraje z Polską, Ukrainą, Węgrami i Rumunią, aby ponownie powrócić do Dunaju przy granicy rumuńsko-bułgarskiej.

W Karpatach o zbójnikach wypowiadano się różnie, na Węgrzech mówiono o nich  tołhaje, w Rumunii hajduki, w Bieszczadach zwani byli beskidnikami, opryszkami lub czarnymi chłopcami. Łuk Karpat, czyli góry w środkowej Europie były ich domem.

Karpaty – łańcuch górski w środkowej Europie (jeden z największych w tej części świata), ciągnący się łukiem przez terytoria Czech, Polski, Słowacji, Węgier, Ukrainy i Rumunii na skraju którego leżą miasta Bratysława, Budapeszt, Kraków, Lwów, Czerniowce, Bukareszt i Belgrad. Najwyższy szczyt Gerlach ma wysokość 2655 m n.p.m. Nazwa Karpaty pochodzi najprawdopodobniej od nazwy dackiego plemienia Karpian, żyjących w pierwszym tysiącleciu naszej ery na terenie Karpat Wschodnich, wymienia ją Ptolemeusz w II wieku n.e. (w postaci Karpates Oros). Być może nazwa ta wywodzi się od indoeuropejskiego słowa korpata, które oznacza góra lub skała. W XIII- i XIV-wiecznych oficjalnych dokumentach węgierskich pojawia się pod nazwą Thorchal bądź Tarczal lub rzadziej jako Montes Nivium. W Polsce po raz pierwszy użył nazwy Karpaty Stanisław Staszic w XIX wieku w dziele O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski (1815).

Karpaty wchodzą w skład alpejskiego systemu górskiego. Zajmują one powierzchnię 190 tys. km² i tym samym stanowią drugi po Alpach łańcuch górski Europy.

W granicach Polski powierzchnia Karpat wynosi około 19 600 km², co stanowi około 6,3% powierzchni kraju.

Od Alp oddzielone są w okolicach Bratysławy doliną Dunaju. Stąd ciągną się blisko 1500-kilometrowym łukiem, który odgina się w kierunku północno-wschodnim, otaczając Kotlinę Panońską i Wyżynę Transylwańską. Od Gór Wschodnioserbskich oddzielone są ponownie doliną Dunaju (w okolicach rumuńskiego miasta Orşova) – odcinek ten nosi nazwę Żelaznych Wrót. Brama Morawska w Czechach oddziela Karpaty od Sudetów.

 

Szerokość łańcucha karpackiego jest zróżnicowana i wynosi od 100 do 500 km. Największa szerokość odpowiada najwyższym szczytom – Gerlachowi (2655 m n.p.m.) w Tatrach słowackich oraz Moldoveanu (2543 m n.p.m.) w Karpatach Południowych.

Karpaty nie stanowią jednego nieprzerwanego łańcucha górskiego, ale raczej składają się z wielu wyróżniających się pod względem geologicznym i orograficznym pasm górskich. Różnorodność krajobrazów jest porównywalna z Alpami. Jednocześnie góry te rzadko osiągają wysokości powyżej 2500 m n.p.m., dlatego nie można tu znaleźć tak wyraźnej polodowcowej rzeźby wysokogórskiej. W Karpatach nie zalega wieczny śnieg.

Łańcuch Karpat zajmuje odpowiednio: 

• na Słowacji 61% powierzchni kraju,
• w Rumunii 48,8% powierzchni kraju,
• w Czechach 16% powierzchni kraju,
• na Węgrzech 9,7% powierzchni kraju,
• w Polsce 6,2% powierzchni kraju,
• na Ukrainie 3,6% powierzchni kraju,
• w Austrii 0,6% powierzchni kraju.

Inaczej wygląda stosunek powierzchni ogólnej Karpat, mianowicie:

• Karpaty rumuńskie zajmują 55,5% powierzchni ogólnej Karpat,
• Karpaty słowackie zajmują 14,3% powierzchni ogólnej Karpat,
• Karpaty ukraińskie zajmują 10,3% powierzchni ogólnej Karpat,
• Karpaty polskie zajmują 9,3% powierzchni ogólnej Karpat,
• Karpaty czeskie zajmują 6% powierzchni ogólnej Karpat,
• Karpaty węgierskie zajmują 4,3% powierzchni ogólnej Karpat,
• Karpaty austriackie zajmują 0,2% powierzchni ogólnej Karpat.

W podstawowym podziale Karpat wyróżnia się następujące części:

Karpaty Zachodnie

Zewnętrzne Karpaty Zachodnie

• Karpaty Austriacko-Morawskie i Środkowomorawskie (oddzielone od siebie doliną Dyji, a od Bielaw doliną Morawy, które mogą być traktowane jako część Kotliny Panońskiej),

• Pogórze Beskidzkie,
• Bielawy,
• Beskidy Zachodnie i Środkowe.

Centralne Karpaty Zachodnie

• Małe Karpaty,
• Łańcuch Małofatrzański, Wielkofatrzański, Tatrzański i Niżnotatrzański,
• Dolina Środkowego Wagu,
• Obniżenie Orawsko-Podhalańskie, Nitrzańsko-Turczańskie i Obniżenie Liptowsko-Spiskie.

Wewnętrzne Karpaty Zachodnie

• Bruzda Hronu,
• Łańcuch Rudaw Słowackich,
• Kotlina Południowosłowacka i Koszycka,
• Kras Słowacko-Węgierski,
• Czerehat,
• Góry Tokajsko-Slańskie,
• Średniogórze Północnowęgierskie.

Karpaty Wschodnie

Zewnętrzne Karpaty Wschodnie

• Beskidy Wschodnie,
• Karpaty Mołdawsko-Munteńskie,
• Subkarpaty Wschodnie.

Wewnętrzne Karpaty Wschodnie

• Karpaty Marmaroskie,
• Kotlina Marmaroska,
• Góry Rodniańskie,
• Góry Bystrzyckie,
• Łańcuch Wyhorlacko-Gutyński i Kelimeńsko-Hargicki,
• Obniżenie Gheorgeńsko-Braszowskie.

Karpaty Południowe

• Grupa Fogaraska, Parîngu i Godeanu-Retezat,
• Poiana Ruscă,
• Góry Banackie,
• Subkarpaty Południowe.

Góry Zachodniorumuńskie

• Masyw Biharu,
• Góry Maruszy, Kereszu i Seş-Meseş.

Wyżyna Transylwańska

• Wyżyna Samoszu i Tyrnawska,
• Równina Transylwańska,
• Dolina Środkowej Maruszy,
• Kotlina Fogaraska, Sibiu i Haţeg.

Każde nieomal pasmo górskie, każda podkarpacka ziemia w długim łańcuchu Karpat ma swego zbójnickiego bohatera, którego lud darzy sympatią, nadając mu cechy rycerskie i szlachetne i akcentując częstokroć społeczny walor jego czynów. Każda karpacka kraina miała swego bohatera, po którym pozostał ślad zarówno w bezdusznych aktach sądowych, jak i w tęsknej pieśni ludu.

Długie pasmo Karpat stanowiło od lat dogodny teren dla wszystkiego rodzaju wagabundów, którzy wyczekiwali na okazję, by napadać na podróżnych, a niekiedy rabowali dwory i wsie położone w pobliżu uczęszczanych szlaków.

 

Rynek w Krakowie i zbójnicy

 Już legenda o życiu św. Świrada i św. Benedykta wspomina o zebraniach odbywanych w lasach przez „złoczyńców".

Zbójnictwo w regionie karpackim w XVI-XVIII w. miało charakter międzynarodowy. Wszelkiego rodzaju zbiegowie, Polacy, Słowacy, Morawianie, Ślązacy, Madziarzy, nawet Kozacy tworzyli bandy wolnych ptaków, dla których nie istniały granice państwowe, które bujały swobodnie po rozległych połaciach krajów, znajdując ochronę przed czujnością władz w gęstwinach leśnych i skalnych jaskiniach. Najliczniejszego wszakże kontyngentu dostarczali do tych band Polacy i Słowacy, a dochowane księgi sądów dla spraw złoczyńców, tak polskie jak i węgierskie, roją się od nazwisk polskich i słowackich hersztów zbójnickich.

Teren Karpat przez całe wieki nie był znany kulturze i piśmiennictwu polskiemu. Trudno dostępny, a przy tym intrygujący z uwagi na bezcenne skarby, które zawierały Karpaty w swoich kryjówkach inspirował z czasem do eksplorowania tej mitycznej krainy.

Ten grzbiet dzielący wiele nacji i państw zawsze był osią graniczną. Tędy przeprawiały się wojska, karawany kupców i grupy zbójników, czyhających na łatwy łup lub przeprawiających się za Dział, Beskid (tak zwano graniczne grzbiety) w poszukiwaniu łupu.

W Karpatach, na pograniczu 6 krajów: ówczesnych Węgier (dzisiejszej Słowacji), Polski, Czech, terenów dzisiejszej Ukrainy i Rumunii, już od XVI wieku a nawet wcześniej grasowały bandy zbójników i wszelakiego rodzaju opryszków, hajdamaków i tołhajów. Zbójnicy byli tak groźni, że przekraczanie Karpat zarówno przez podróżnych, jak i kupców, możliwe było tylko w bardzo dużych uzbrojonych grupach. W XVII i XVIII w. zjawisko to nasiliło się, co spowodowane było pogłębiającym się chaosem politycznym i  społecznym Rzeczypospolitej i krajów ościennych. Mnożyły się napady świetnie zorganizowanych grup na wsie i dwory. Ogromna liczba tych band wymusiła wprowadzenie specjalnego ustawodawstwa – zaczęto stosować sądy doraźne, kary były bardzo surowe (ćwiartowanie, łamanie kołem, wbijanie na pal, wieszanie za żebro), egzekucje wykonywano publicznie. Poczucie wolności, zerwanie więzów feudalnych przez zbójników budziło jednak podziw miejscowych górali. Rodziły się ludowe legendy zbójeckie. Wyczyny te rzadko przedostawały się na karty pisanych kronik, pozostawały natomiast w ustnej tradycji w postaci bajek, opowiadań i pieśni. Wiele ludowych opowiadań, przekazów informuje nas o różnych zbijakach, którzy grasowali na stokach Karpat od wschodniego Śląska aż po Czarnogórę, grabiąc i napadając. Wśród przywódców band zbójeckich trzej zdobyli sławę największą: na Śląsku Cieszyńskim Ondraszek, w Tatrach Janosik, pod Czarnohorą zaś Dobosz.

Potężny masyw Karpat oddzielał żyjące po obu jego stronach ludy i narody. Mieszkańcy nizin bardzo obawiali się podróżowania przez prastarą puszczę karpacką i potężne górskie masywy, by przedostać się z Rzeczypospolitej na Równinę Węgierską.

Karawany kupieckie, które zmierzały z zacnym winem np; z Tokaju do Krakowa czy Lwowa, musiały jednak przeprawić się przez którąś z górskich przełęczy, by sprzedać drogocenny „nektar bogów” w miastach Małopolski czy Rusi.

Zadanie to nie było łatwe z racji górskiego klimatu, kapryśnej pogody, dzikich zwierząt, no i oczywiście obecności „czarnych chłopców”, czyli zbójników karpackich, którzy przez prawie 400 lat napadali na karawany kupieckie a potem na kasy cesarskie. Wacław Potocki pisze o bieszczadnikach, czyhających na węgierskim trakcie.

 

Marsz zbójników

Zbójnicy karpaccy zyskali sobie wielki autorytet i poważanie u podgórskiego ludu, w przeciwieństwie do pospolitych zbójów z nizin.

Zbójectwo góralskie występowało w minionych wiekach na całym obszarze Karpat zachodnich i Wschodnich, od Beskidu Śląsko – Morawskiego aż po Góry Pokuckie.

Za jego główne mateczniki można uznać Beskid Żywiecki i Śląski, Podtatrze z Liptowem, Spiszem i Orawą i Podhalem oraz Huculszczyznę.

„Lasy to przyjaciółki złodziei". Tak nazywał lasy pogranicza Gall, kronikarz polski z XII w., wiążąc bezludną puszczę karpacką ze zbójcami i różnego rodzaju ludźmi, których losy i skazania zagnały w pustkowie nad granicą. Już w IX w. żupanowie słowiańscy skazywali złoczyńców na wygnanie wśród lasów i wśród niespokojnych ludzi znajdowali się też różni niepewni (latrunculi) przybysze z sąsiedniego pogranicza, także najemnicy w służbie polskiej, którzy napadali na ruskie grody pograniczne lub tacy sami w służbie ruskiej.

Strach przed górami charakteryzujący mieszkańca Podkarpacia łączył się z niebezpieczeństwem spotkania się z groźnymi ludźmi, których kryły ówczesne Karpaty, góry wielkie, które zowią Alpes, jak nazywała je lustracja jeszcze w 1566 r., a więc wtedy, gdy nie były już tak tajemnicze i groźne jak w czasach, gdy zjawili się w nich pierwsi skazani na banicję złoczyńcy.

Wędrowali przez góry smagli i na pół dzicy wołosi, pasterze, pędzący stada bydła czabańskimi płajami, zjawiali się też coraz liczniejsi zbiegowie z magnackich włości i z tamtej strony granicy, którym „wykoczowanie" czyli ucieczkę ze wsi ułatwiali tzw. wykoty.  Zjawiali się rozmaici ludzie „luźni”, poróżnieni z prawem, uciekający przed prawem lub bezprawiem, zbiegowie przed wyrokami i turmą, słowem różnoraka masa ludzka, szukająca lepszego losu, nie pogodzona z krzywdą i zdecydowana na trudne życie w lesie. W ucieczkach tych ważną rolę odegrało rozwijające się silniej uświadomienie i pragnienie swobody. Wrodzony duch niezależności cechował elementy ludności pasterskiej pochodzenia wołoskiego, odważnej i bojowej, przywykłej do bytowania w lesie i na połoninie. Wśród osadników w nowo zakładanych wsiach na prawie wołoskim, mnóstwo było zbiegów z innych wsi, których zgodnie z przywilejami królewskimi nie wolno było wydawać z powrotem. Nie odgrywała roli przeszłość osadników, osadzano również złodzieji-furtatów, jak np. w Wołosatem.

W górach istniały kryjówki zbójeckie, gdzie układano plany wypraw i ukrywano łupy. Niektóre kompanie miały zdyscyplinowaną wojskową organizację, rotę i chorągiew, bębny i kotły, jako uzbrojenie hakownice, muszkiety, łuki, spisy, smolne pochodnie i tzw. opryszkowskie wekiery (siekiery).

Wieki XVII i XVIII, kiedy to odnotowujemy największe nasilenie ruchu zbójnickiego, był wiekiem ustawicznych niepokojów, zjazdów szlachty, wojen, chorób i pomorów, głodów oraz najazdów tatarów. Masa chłopska żyła w poddaństwie i zależności od pana, uginała się pod ciężarem danin i powinności. Położenie chłopstwa w XVII i XVIII wieku określano jako infernus rusticorum, piekło wieśniaków. Pod koniec XVIII wieku dogorywała Rzeczpospolita Szlachecka. Jeszcze próbowała się bronić formowaniem konfederacji barskiej w 1768 roku, ale rozbiór Polski zbliżał się nieuchronnie.

 

 

na haku

W następstwie zaboru wszystkie dobra królewskie przeszły na skarb państwa austriackiego, które wytrzebiło zbójnictwo w polskich Karpatach.

W Polsce zbójnictwo krzewiło się od Bieszczad aż po Tatry. Nazwa Bieszczadów – pierwotnie brzmiała Bieściad. Nazwa ta nabrała z czasem bardzo ciekawego znaczenia.

A mianowicie w staropolskich tekstach spotykamy określenia „bieszczadź łez” (padół płaczu) czy „świat zbieszczadział” (zdziczał). Słowo „bieszczadź” oznaczało zatem coś dzikiego niemiłego człowiekowi. Może nastąpiło tu skojarzenie starej nazwy terenowej z biesami, czyli diabłami, złymi mocami? W każdym bądź razie zbójnikom bardzo odpowiadały te zdziczałe tereny.

Tatry, z kolei zanim zostały dogłębnie zbadane w XX wieku, były przez poprzednie stulecia prawdziwą terra incognita, gdzie nikt rozsądny nie zapuszczał się bez naprawdę istotnej potrzeby. Wydobywano co prawda rudy różnych metali i kruszce, a na wysokogórskich łąkach prowadzono wypasy, ale wielkie obszary pozostawały poza strefą zainteresowania ówczesnych górników i pasterzy. Część z nich stanowiła prywatne tereny myśliwskie magnatów. Inne obfitowały w liczne kryjówki i zakamarki - w sam raz aby dać schronienie różnym typom „spod ciemnej gwiazdy" i wyrzutkom społecznym. Wąskie drogi podtatrzańskie obfitowały w liczne miejsca, gdzie można było urządzać zasadzki na kupców, którzy wędrowali nie tylko słynnym szlakiem bursztynowym, ale także drogami łączącymi Orawę z Liptowem i Podhale ze Spiszem. Zbójnicy w razie pościgu chronili się w mało poznanych dolinach tatrzańskich, w jaskiniach i w niedostępnych skałach. Rozpuszczane przez nich i zaprzyjaźnionych z nimi ludowych gawędziarzy opowieści o diabłach, smokach, duchach i strachach, które czekały na każdego, kto zapuści się w nieznane sobie tereny, skutecznie odstraszały nawet najodważniejszych tropicieli bandytów.

W XIV w. na tatrzańskie łąki zawitali wołoscy pasterze, którzy wraz ze swoimi stadami przybyli z obszaru dzisiejszej Rumunii. Wraz z nimi dotarła pod Tatry specyficzna, nie spotykana na tych terenach wcześniej kultura pasterska. Protoplastami zbójnickiego rodu były właśnie plemiona Wołochów, które przybyły do Polski aż z terenów dzisiejszej Rumunii.

Podhalańska kamienista gleba nie gwarantowała dobrych plonów, zwłaszcza że lata w górach są krótkie a pogoda najczęściej deszczowa. Dlatego część mieszkańców dzisiejszego Zakopanego i okolicznych wiosek znalazła inny sposób zarobkowania. Na wiosnę, kiedy stada były wypędzone na wysokogórskie pastwiska, tworzyli oni różne bandy i wyprawiali się na, ich zdaniem, mlekiem i miodem płynący Liptów, aby tam łupić bezbronne wioski. Sygnałem do zbiórki był dla podhalańskich przestępców dym z ogniska, rozpalanego przez przywódcę bandy (harnasia) pod wierzchołkiem Osobitej - góry na Orawie nad Kotliną Orawicką, doskonale widocznej z całego Podhala. Jesienią zbójnicy wracali do swoich zagród, odbierali swoją trzodę i wiedli bogobojny tryb życia aż do następnej wiosny. Jak wielu Podhalan należało do band, nie wiadomo. Część z nich wyprawiała się „na zbój" każdego roku, inni co kilka lat, jeszcze inni okazjonalnie - na kilka tygodni, by potem z pełną kiesą wrócić na łono rodziny.

Mijały lata. Burzliwe losy Środkowej Europy nie ominęły Tatr. Różne armie wędrowały z północy na południe, z zachodu na wschód i odwrotnie. Po każdym takim przemarszu w tatrzańskich dolinach znajdowali schronienie liczni dezerterzy, zbrodniarze ścigani przez prawo i ci, którzy nad wojaczkę przedkładali łatwiejsze pozyskiwanie dóbr doczesnych. Część z uciekinierów dla zdobycia pożywienia zajmowała się kłusownictwem. Inni wybrali jeszcze łatwiejszy chleb. Tworzyli kilku - najwyżej kilkunastoosobowe bandy, które napadały na pobliskie wioski, ale także na kupców, okoliczne karczmy i oberże, kościoły, leśniczówki a nawet fabryki i huty.

Doskonały obraz podłoża, na którym rozwijało się zbójnictwo ludowe ukazane jest w publikacji   „Prawem i lewem” Władysława Łozińskiego. 

Góry i nieprzebyta karpacka puszcza dawała schronienie banitom społecznym wyjętym spod prawa, zapewniając dostateczną ilość zwierzyny i jaskinie do schronienia. Owiane mrocznymi legendami karpackie góry napawały lękiem żołnierzy austriackich, których wysyłano do likwidacji burs zbójnickich.

Ciągnące się przez południowy skraj Polski Karpaty, dość późno zaczęły wywierać magnetyczny wpływ na Polaków, przyciągając ich swym urokiem, wciąż żywą kulturą ludową. Zrazu wiedza i wyobrażenie o tychże górach u naszych przodków była dość kuriozalna. Wystarczy wspomnieć, iż Jan Kochanowski obsadził lasem dębowym Krępak (Łomnicę), jeden z najwyższych szczytów Tatr. Autor „Nowych Aten" Benedykt Chmielowski wykazał się jeszcze większą ignorancją pisząc, że śnieg na gór szczycie „czarnieje i w jakieś obraca się robactwo". Jak z powyższego widać, Polacy byli narodem nie od razu zainteresowanym górami.

Dopiero wiek XX przyniósł poważniejsze zainteresowania badawcze nad budową geologiczną i geomorfologią jak również nad etnografią, antropologią i historią regionu karpackiego.

Naukowe odkrywanie Karpat dla Polski zaczęło się nie tylko od ojca polskiej geologii, badacza w pełni tego słowa znaczeniu, Stanisława Staszica, autora fundamentalnej pracy nad odkrywaniem tajemnic polskich gór czyli „O ziemiorództwie Karpatów tudzież innych ziem Polski", ale także dzięki artystom: Wincentemu Polowi, Sewerynowi Goszczyńskiemu i Kazimierzowi Władysławowi Wójcikowi. Zapoczątkowali oni bowiem badania ludoznawcze, a co za tym idzie również i wiedzę na temat zbójnictwa karpackiego.

 

na koniachjpg

Poznawanie Karpat zaczęło się więc od folkloru i ludoznawstwa, od niezwykłych historii i legend związanych ze zbójnictwem, opryszkostwem - takim pojęciem określa się zbójnictwo w Beskidach Wschodnich.

Poznawanie tego magicznego pasma górskiego ciągle trwa. Okazuje się, że Karpaty wciąż kryją przed nami swoje zbójnickie tajemnice.

Jak to naprawdę było w przeszłości z pustką osadniczą w Karpatach?

Po co zaprzyjaźnionym z Polakami Węgrom takie intensywne umacnianie północnej granicy? Dlaczego, skoro nikt w paśmie Beskidów Zachodnich i również Wschodnich nie mieszkał, taka ilość gródków i zameczków na Pogórzu? I dlaczego, jak mówią legendy z każdym z nich związani są zbójnicy?

Ciekawa historia związana jest np. z faktem ograniczania roli i swobody górali przez zamożnych feudałów. Wtedy to znikły ostatecznie serwituty pasterskie. W Beskidach przecież było najbardziej rozwinięte zbójnictwo sięgające swymi początkami XVII w., kiedy to rabusie zmusili cystersów do przeniesienia siedziby z Ludźmierza na Podhalu do Szczyrzyca w Beskidzie Wyspowym, aż po połowę XIX wieku. Wtedy to została zlikwidowana ostatnia banda zbójecka pod Babią Górą.

„Martwy jest prosty krajobraz, jeśli go człowiek duszą swoją nie zaludni, uczuciami swoimi nie ożywi. Tatry bez góralów straciłyby połowę interesu, winienem tedy, choćby z malarskich pobudek, rysem górali dopełnić obrazu Tatrów" - pisał Seweryn Goszczyński w 1835 roku w szkicu Górale Tatrańscy.

Przedstawił w nim obraz mieszkańców Tatr, ich wygląd, cechy charakteru, ubiór mężczyzn i kobiet, chaty, zagrody, zajęcia, pożywienie, taniec, muzykę, śpiew, podania i wierzenia. Miał przy tym świadomość, że czyni to w sposób ogólny, wynikający z niezbyt długiego pobytu w górach i przelotnych spotkań z ich mieszkańcami. Dla niego, jak i innych nielicznych początkowo podróżnych zwiedzających Tatry, górale byli częścią górskiego pejzażu, malowniczą grupą etniczną, jakże inną od znanych im lepiej mieszkańców wsi położonych na nizinach Polski.

Odkrywcy Karpat, a w szczególności Tatr - badacze i podróżnicy - przy okazji prowadzonych badań naukowych czy brania udziału w wycieczkach krajoznawczych, spotykali się z góralami, zwłaszcza z pasterzami zajmującymi się sezonowym wypasem owiec na halach, z myśliwymi i kłusownikami, czasami ze zbójnikami, oraz z góralami wynajmowanymi na przewodników. Spotykali też w górach pasterki pasące bydło na niżej położonych polanach, kontaktowali się z góralami-furmanami, którzy dowozili ich pod Tatry furkami konnymi, a następnie małymi lekkimi wózkami góralskimi do Morskiego Oka.

W początkowym okresie poznawania Tatr, tj. w pierwszej połowie XIX wieku, kiedy przybysze wkraczali w nieznaną, „odłogiem leżącą krainę", budzącą ciekawość, ale i lęk, zatrzymywali się zwykle w leśniczówce położonej w Bukowinie Tatrzańskiej i we dworze w Kuźnicach. We wnętrzu dzikich, budzących grozę gór, schronieniem były tylko pasterskie szałasy i koliby.

Pełniły one też funkcję punktu informacji, wynajmu przewodnika, miejsca odpoczynku i zaopatrzenia w żywność (mleko, sery, serwatka). Odwiedzających szałasy przyjmowali bardzo gościnnie baca i juhasi. Nawet w XIX wieku zdarzało się, że ostatni tatrzańscy zbójnicy zaglądali do takich bacówek. Częstowali gości serem i żętycą, przynosili maliny i kwiaty. Wielu podróżników w swych  relacjach z wypraw tatrzańskich utożsamia szałasy w górach z zielonymi oazami na pustyni.

Pobyt w szałasie pozwalał na obserwację górali - baców i juhasów, ich wyglądu i ubioru, organizacji wypasu, sprzętu szałaśniczego, produkcji owczych serów, a prowadzone z nimi rozmowy dostarczały wiedzy o lokalnym nazewnictwie szczytów, polan, roślin, zwierząt i przedmiotów, a także ludowej meteorologii i wierzeniach. Baca często opowiadał spragnionym wiedzy turystom opowieści i legendy o zbójnikach, o legendarnych miejscach, gdzie zbójnicy ukryli zrabowane złote i srebrne dukaty.

 

na haku 2

Powszechne wśród pasterzy były opowieści o ukrytych w górach skarbach, kotlikach z dukatami pochowanych przez zbójników pod pniakami i między korzeniami drzew lub zakopanych w ziemi i o wyczynach sławnych zbójników, zwłaszcza Janosika. W szałasach słuchano również opowieści o Morskim Oku, połączonym podziemnymi kanałami z morzem, czy o wojsku zaśnionym w Tatrach. Tutaj odwiedzający Tatry poznawali śpiew i taniec górali oraz instrumenty pasterskie - trombity, dudy zwane kozą i piszczałki.

Juhasi często prowadzili podróżników na szczyty górskie ścieżkami wydeptanymi przez owce, a po skończonej wyprawie odprowadzali ich do następnych szałasów, by przy pomocy zamieszkałych w nich pasterzy mogli bezpiecznie kontynuować swą wędrówkę po górach.

Podróżnicy znajdowali w szałasach schronienie przed deszczem i burzą, niekiedy też nocowali w nich podczas kilkudniowych wypraw w góry. W swych relacjach z podróży opisywali, trwające od wiosny do jesieni, gospodarstwo szałasowe, wygląd pasterzy, ich zręczność, wytrzymałość na trudne warunki atmosferyczne, skromne pożywienie. Podkreślali również ich pogodne usposobienie, radość z wykonywanego zajęcia, otwartość na ludzi i ciekawość świata.

Seweryn Goszczyński w 1832 roku odnotował, że „Góral jest głównie pasterzem. To jest główne utrzymanie jego życia, główny wdzięk jego życia; ...to dla niego najmilsze i najwdzięczniejsze pole pracy". Uznał więc, że „trzeba widzieć jego życie, jego góry w porze pasterskiej" i dlatego zachęcał do poznania góralszczyzny słowami: „idź w góry, bo tylko tam i takim sposobem zobaczysz Górala w jego żywiole, pokochasz wdzięk jego życia”.

„Chcąc Górali bliżej poznać, trzeba ich widzieć na halach" - pisał z kolei Wincenty Pol w 1869 roku, a Kazimierz Łapczyński, chcąc zrewanżować się owczarzom za gościnność, w jednym z szałasów pomagał napędzać owce ze „strągi" do „okien", gdzie doili je juhasi, co wywoływało radość i żartobliwe uwagi pasterzy. „Rok próżniackiej znajomości takby mnie nie zbliżył i nie zaprzyjaźnił z temi wesołemi pasterzami, jak jedna godzina wspólnej roboty"- napisał.

Koliby juhasów odwiedzał wybitny uczony Stanisław Staszic podczas swych pobytów w Tatrach w 1802, 1804 i 1805 roku. W swoim dziele O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski w 1815 roku opisywał szczegółowo baców, juhasów i ich życie pasterskie.

Życie pasterskie fascynowało i urzekało wszystkich zwiedzających Tatry swą malowniczością i swobodą bycia w górach - zarówno naukowców, jak i turystów czy kuracjuszy przybywających na leczenie chorób płucnych żętycą, tj. serwatką z mleka owczego. Tylko nieliczni zauważali niebezpieczeństwa i trudy związane z pracą pasterzy i ciężkimi, zmiennymi warunkami klimatycznymi. Odgłos dzwonków pasących się owiec, śpiew i „dzikie" nawoływania się pasterek i pasterzy w górach, spotkany w scenerii dzikiej przyrody juhas z kierdelem owiec, witający podróżnych z wielką serdecznością, śpiewy i muzyka płynąca z szałasów, gdy któryś z jego mieszkańców grał na gęślach, dudach (kozie), trombicie lub piszczałce - wszystko to robiło ogromne wrażenie na ludziach z nizin.

Dlatego w relacjach dziewiętnastowiecznych podróżników najwięcej informacji dotyczyło pasterstwa wysokogórskiego. Znajdujemy je m.in. u Stanisława Staszica, Wincentego Pola, Ludwika Zejsznera, Seweryna Goszczyńskiego, Kazimierza Łapczyńskiego, ks. Augustyna Sutora i wielu innych, aż po Stanisława Witkiewicza.

Niektórzy z odwiedzających Tatry zapisywali zasłyszane od juhasów i od przewodników pieśni, opowieści i legendy o zbójnikach. Ludwik Zejszner zaczął spisywać je w 1838 roku i czynił to w latach następnych, gdy prowadził poszukiwania geologiczne w górach. W roku 1845 opublikował Pieśni ludu Podhalan, czyli górali Tatrowych polskich, poprzedzając je ogólnymi wiadomościami o góralach. W jego antologii znalazły się pieśni miłosne, ślubne śpiewanki, śpiewki pasterskie, piosnki zbójnickie i żołnierskie.

Pieśni podhalańskie zebrał też ks. Eugeniusz Janota, który zapisał ponadto melodie grane przez pasterzy na trombitach. Pieśni i podania tatrzańskie spisywali także: ks. Michał Stanisław Głowacki, Seweryn Goszczyński, Żegota Pauli, Lucjan Siemieński, Wincenty Pol, Bronisław Gustawicz oraz Oskar Kolberg, który prowadził badania ludoznawcze w Tatrach i na Podtatrzu w latach 43,1857 i 1861-1865.

Wyobraźnię przybywających w Tatry najbardziej poruszały opowieści o zbójnikach, o ukrytych przez nich skarbach, których strzegą złe duchy, o poszukiwaczach tych skarbów oraz o napadach zbójników na szałasy i podróżnych. Szczególną sławą u mieszkańców gór cieszył się Janosik, którego wizerunki zwiedzający mogli oglądać na obrazkach na szkle, wiszących na ścianach w karczmach i w chałupach góralskich.

 

Opryszek wschodniokarpacki - Czarnohora

Seweryn Goszczyński opisując w 1835 roku ubiór górali uznał, że widziany przez niego „na rysunku uczty Janoszyka wysoki okrągły kołpak, gęsto ubrany w rozmaite wzory z tysiąca kamyków, paciórek i blaszek, a przy wierzchu mający pióra jakiego ptaka lub gałązkę" był dawniej nakryciem głowy górali. Często odgłosy nocy w górach budziły u podróżników skojarzenia z obecnością zbójników.

W relacji z wycieczki do Morskiego Oka Łucja Rautenstrauchowa napisała: „Około północy ciemność już tak była gęsta, że o jeden krok, nic rozróżnić niepodobna było. Jednym się snuły jakieś straszne widziadła przed oczami, drugim, rozmaite o rozbójnikach wieści, tysiącznie w tamtych stronach powtarzane, na myśl przychodziły".

Zwiedzający Tatry przybywali do nich z wiedzą o zbójnictwie, jaką miało całe polskie społeczeństwo, a była ona oparta na opowieściach kupców, napadanych i rabowanych przez zbójników na traktach handlowych z Węgrami. Zbójnictwo cieszyło tą sławą, dlatego też turyści byli pełni obaw i niepokoju o swe bezpieczeństwo.

Ludwik Zejszner w początkowym okresie wędrówki po Tatrach w 1829 roku, z lęku przed zbójnikami, przebrał się nawet w strój góralski i jako urlopnik Jasiek od Gałów ze Szaflar udał się w góry, a po wieczorze spędzonym w szałasie w Morskim Oku, gdzie juhasi „poczęli rozpowiadać o tutejszych zbójcach", z obawy przed ich napadem nie spał w nim, „lecz w świerkowym namiocie". Zbójnicy przychodzili bowiem nocą do szałasów, zabijali owce i gotowali ich mięso w mleku, wyprawiali uczty z tańcami i muzyką, w których brali też udział baca i juhasi. Świadkiem jednego z napadów zbójników na szałas był Wincenty Pol - geograf, w czasie pobytu w Tatrach w latach czterdziestych XIX wieku.

Opowieści o zbójnictwie tatrzańskim towarzyszyły podróżnikom już w drodze z Krakowa. W swoim dzienniku z wyprawy w 1829 roku Ludwik Zejszner zanotował: „wszędzie o łotrach w Tatrach znajdujących się rozmawiam, głoszą o napaściach na podróżnych lub pojedyncze osoby wykonanych. Gdym przybył do Zaborni, musiałem pokazać paszport dwom karbacznikom, którzy mi później łaskawi byli drogę okazać u poczciwego dróżnika".

Na Zaborni, położonej niedaleko Zbójeckiej Góry, na której według miejscowych podań zbójnicy napadali na kupców przewożących towary z Węgier, stały trzy karczmy, gdzie zatrzymywano się na popas czy nocleg w drodze z Krakowa do Zakopanego. Nieco dalej podróżni przejeżdżali obok kościółka Św. Krzyża na górze Obidowej (wcześniej zwanej Rabuń), który, jak mówi legenda, został wzniesiony przez polskiego kupca, napadniętego w tym miejscu i cudem ocalonego z rąk zbójników. W książce Na przełęczy Stanisława Witkiewicza czytamy: „mijamy stary kościółek, samotny, krzywy, ocieniony wielkiemi lipami; góral pokazuje kawałek otłuczonej figury, wmurowanej w ogrodzenie i mówi, że to skamieniały zbójnik". Dalej była góra Raniszberg przy Szaflarach, na której, według opowieści Podhalan, przebywali niegdyś zbójnicy, później złapani i powieszeni na Węgrzech.

Wiele miejsc w samych Tatrach, pokazywanych przybyszom, było związanych z lokalnymi wierzeniami o zakopanych tam skarbach zbójnickich lub pobytem samych zbójników, co znalazło odzwierciedlenie w nazwach, np. Zbójnickie Okna czy Zbójnicka Dziura. Górale chętnie opowiadali o zbójnictwie, (które w pierwszej połowie XIX wieku występowało w Tatrach już w formie schyłkowej), ponieważ „chodzenie na zbój" było dla nich rzeczą „honorną", a sławni zbójnicy stali się ich bohaterami i powszechnie byli uważani za ludzi szlachetnych. Uzbrojeni w ciupagi, noże, pistolety, flinty, rusznice i pałki - rabowali bogatych i dzielili się tymi dobrami z biednymi.

Dokonywali przy tym niezwykłych czynów, o których wiele opowiadano. Szczególną sławą cieszył się, Janosik, który był w oczach górali niemal nadludzką istotą. Górale pokazywali w Tatrach miejsca, gdzie przekraczał granicę z Węgrami oraz jego i innych zbójników kryjówki - jaskinie i  kamienne koliby.

Mówiono też o zbójniku Baczyńskim, będącym według górali towarzyszem Janosika. Na Podhalu w pierwszej połowie XIX wieku chodzili „na zbój" Myśliwiec, Gadeja, Marduła, Nowobilscy. Ostatnim zbójnikiem był na tym terenie Wojciech Mateja z Kościeliska, znany z urody i dużej zręczności, który osadzony w 1866 roku w więzieniu w Wiśniczu, gdzie popełnił w 1875 roku samobójstwo. O zbójnictwie w Tatrach pisali nie tylko Franciszek Klein czy Goszczyński, który zebrał również pieśni zbójnickie, ale też Ludwik Zejszner, Wincenty Pol, Kazimierz Łapczyński i inni.

W szałasach byli mile widziani przez owczarzy myśliwi (strzelcy, polowace), ponieważ mogli obronić w razie potrzeby wypasane przez nich stada przed dzikimi  zwierzętami - orłami, rysiami, niedźwiedziami i wilkami. Myśliwych, „co za dzikimi kozami się zapędzili", spotykali w górach również podróżnicy. Niektórzy z nich brali koziarzy na przewodników. Z pomocy myśliwych korzystał w wypraw tatrzańskich Stanisław Staszic, który zanotował bardzo cenne wiadomości o myślistwie w Tatrach. Zauważył on, że „namiętność polowania na kozy dzikie jest w naszym góralu niezmierna, do wypowiedzenia trudna. On w niej zaciekły, żadnej przeszkody, żadnego nie widzi niebezpieczeństwa. Po całe tygodnie i dzień i w nocy; podczas lata, i podczas zimy, czai się, czuwa, sypia po skałach, z kawałkiem owsianego suchara, i z pękiem czosnku, wśród lodów, wśród śniegów zziębły, skarpły, szczęka zębami. Przecież te nędzne życia jego chwile myśliwy góral nazywa największem szczęściem. Głód, niewygody, prace, niebezpieczeństwo,  mały użytek, często śmierć, bynajmniej tej namiętności w nim nie zmniejsza".

Górale polowali na kozice, które dostarczały im mięsa i skór na serdaki. W żołądku starych kozic szukali kulek z sierści, tzw. bezoarów, uważanych za odtrutki.

Polowali też na świstaki, mające tłuste smaczne mięso oraz sadło, którego używali jako leku na wszelkie choroby, a szczególnie przy zwichnięciach i złamaniach. W Tatrach polowano również na niedźwiedzie. Upolowanie niedźwiedzia, czyli Onego, było powodem do dumy i sławy w góralskim środowisku.

Najsławniejszym myśliwym, a także kłusownikiem, był Jan Gąsienica Krzeptowski - Sabała (1809 - 1894), który ustrzelił w Tatrach trzynaście niedźwiedzi. Sabała polował też na świstaki i kozice, a ostatniego niedźwiedzia ubił w 1878 roku, mając sześćdziesiąt dziewięć lat. Górale w jesieni łowili w sidła lub w sieci znaczne ilości kwiczołów, jarząbków i głuszców, roznosząc je dla zarobku do Warszawy, Lwowa i Wiednia. Polowali również na kuny leśne i domowe dla ich futra, łowili ryby w potokach - rękami, ościami, sieciami.

Myśliwi, a potem kłusownicy, w pogoni za zwierzyną przemierzający Tatry wzdłuż i wszerz, znali w nich doskonale wszystkie zakątki, drogi, dróżki i ścieżki, dlatego byli dla podróżników najlepszymi przewodnikami.

Juhasi, myśliwi i inni górale pełniący za odpłatnością rolę przewodników po Tatrach, byli dla badaczy i krajoznawców głównym źródłem informacji o ludziach tu mieszkających i ich kulturze. Zdobyte tym sposobem wiadomości, uzupełnione własnymi spostrzeżeniami, były zamieszczane w relacjach z podróży, publikowanych na łamach czasopism krakowskich, lwowskich i warszawskich, szerząc wiedzę o mieszkańcach gór tatrzańskich i ich życiu. Zgromadzony przez badaczy Tatr - przyrodników, geologów, geografów, a także pisarzy i poetów w ciągu trzech ćwierćwieczy XIX stulecia materiał ludoznawczy był wynikiem przygodnych, mimowolnych obserwacji, poczynionych w czasie krótkotrwałych kontaktów z ludnością miejscową, a nie efektem zamierzonych badań naukowych w tym zakresie. Niemniej w całości daje on rozległy, choć niekompletny, obraz życia górali w XIX wieku i jest kopalnią przeróżnych wiadomości o zjawiskach, które odeszły w przeszłość. Stanowi podstawowy dokument, do którego sięgali, i nadal sięgają badacze i miłośnicy tego regionu.

 

Pojmanie opryszka wschodniokarpackiego

W relacjach dziewiętnastowiecznych podróżników najwięcej miejsca, jak już wspomniano, zajmowało pasterstwo wysokogórskie, myślistwo i zbójnictwo, mniej np. opisy strojów. Znalazły się w nich też pieśni, podania, legendy o zbójnikach, niewielkie objętościowo słowniczki gwary podhalańskiej, mniej lub bardziej udane opisy i próby uchwycenia istoty tańca zbójnickiego i muzyki góralskiej. Były to dziedziny życia najbardziej atrakcyjne i oryginalne, w porównaniu z innymi polskimi terenami, od razu rzucające się w oczy przybysza z nizin. Natomiast takie sfery życia, jak: sposoby gospodarowania na roli, narzędzia gospodarskie, rzemiosło, handel, wędrówki za pracą, pożywienie, budownictwo, wnętrza mieszkalne i gospodarcze, obyczaje, zwyczaje, wierzenia, ludowe lecznictwo czy meteorologia, nie wzbudzały tak dużego zainteresowania.

Sami górale byli dla odwiedzających Tatry postaciami egzotycznymi, dziećmi natury; jeszcze w połowie XIX wieku - jak czytamy u Ludwika Zejsznera - „uważani są za ludzi zostających w stanie pierwotnym, jeżeli nie w pół dzikim", poza obrębem cywilizacji.

U wielu wzbudzali bezkrytyczny zachwyt, obcy widzieli w nich głównie same zalety, rzadko wady. Imponowali swym wyglądem, sposobem bycia, tężyzną i hartem w walce z naturą, przywiązaniem do zamieszkałego przez nich ubogiego skrawka ziemi.

Niewiele zmieniło się i w ostatnim ćwierćwieczu XIX wieku w sposobie postrzegania górali przez przyjezdnych. Jak pisze Stanisław Witkiewicz w Na przełęczy -„podróżni wysiadają z wozów i oglądają górala, jak Chińczycy Europejczyka - on zaś, jak człowiek dobrze wychowany, traktuje siebie lekko i drwi". Ubrany w białą cuchę, cyfrowane portki i kapelusz z kostkami wzbudza nadal zachwyt i ciekawość u przybyszów, których jest z roku na rok coraz więcej pod Tatrami.

Pod ich wpływem zaczyna się w tym okresie powolny proces zmian w życiu mieszkańców Podhala i ich kulturze, widoczny zwłaszcza w małej wiosce góralskiej, którą było początkowo Zakopane. Osiadający w niej na lato, a z czasem zamieszkujący tu na stałe goście przyczyniają się znacznie do postępu cywilizacyjnego na tym terenie. To co stare zaczyna odchodzić w przeszłość. Jednak poza centrum Zakopanego, jak zauważył Stanisław Witkiewicz, „tuż za pagórkiem, dzicz pasterska żyje w starych chatach pospołu ze statkiem; brudna, usmarowana i cuchnąca tłuszczem, zabobonna lub trwająca w dawnych wstrętach do kościoła zakopiańskiego". Przybywający goście, mieszkający w tym okresie głównie w białych izbach chałup góralskich, mieli możliwość obserwacji ich wyposażenia, wystroju wnętrza, zdobienia sprzętów, sposobu budowania domów, ubioru, pożywienia i życia codziennego gospodarzy. Nadal też, jak ich poprzednicy, podczas wycieczek w góry odwiedzali pasterskie szałasy, słuchali muzyki, śpiewu i góralskich opowieści, niekiedy spotykali kłusowników z upolowaną kozicą.

Liczniejsza fala przyjezdnych, często chorych na gruźlicę, szukając sobie zajęcia podczas kilkumiesięcznych pobytów w Zakopanem, zajęła się m.in. zbieraniem przedmiotów będących świadectwem tradycyjnej kultury góralskiej. W ten sposób zaczęły powstawać pierwsze prywatne kolekcje etnograficzne na Podhalu. Niektórzy z kuracjuszy spędzali czas na pisaniu prac, np. o podhalańskim budownictwie ludowym, gwarze czy folklorze.

Ostatnim przedstawicielem dawnej góralszczyzny i zarazem jej symbolem był dla przebywających pod Tatrami gości, Jan Krzeptowski Sabała, góral z Kościeliska. Sabała w młodości zbójował, brał też udział w wyprawach myśliwskich na kozice, świstaki i niedźwiedzie, organizowanych przez Homolacsów, którzy z zapałem oddawali się polowaniom, wynajmując pomocników spośród góralskich polowacy i kłusowników. Chętniej jednak na zwierzynę polował sam, włócząc się po górach i lasach. Był znanym tropicielem dzikich zwierząt i znakomitym strzelcem. Zabił wiele kozic, strzelbą lotkami nabitą, i niedźwiedzi marną „flintecką" na proch i „kapśliki", ciesząc się, że nie wyrządzą już szkody pasterzom. „Znał każdą kryjówkę, każdy szczyt, każdą przełęcz i grzbiet górski, każdą pyrć i mógł się po niej swobodnie poruszać, choćby gęsta mgła, zasiadła całe przestrzenie". Ta doskonała znajomość gór była wynikiem długoletniego kłusownictwa.

W podeszłym już wieku stał się uczestnikiem zbiorowych wycieczek organizowanych przez Tytusa Chałubińskiego - lekarza i botanika, jednego z badaczy Tatr. Był jego towarzyszem i przyjacielem. Umilał wycieczkowiczom czas grą na gęślach, śpiewem, tańcem, opowieściami o bogatym w przygody własnym życiu, o dawnym życiu pasterskim, polowaniach i zbójnictwie w Tatrach. Jego opowieści były dla słuchaczy skarbnicą wiedzy o życiu dawnych mieszkańców Podhala. Opowiadał przy tym w tak zabawny sposób, że wszystkich doprowadzał do ataków konwulsyjnego śmiechu. W kilkudniowych wyprawach Chałubińskiego brało zwykle udział kilkunastu górali, byli wśród nich przewodnicy, tragarze niosący namioty i żywność, kapela góralska, no i oczywiście tryskający humorem i dowcipem Sabała. Nie figurował on na oficjalnych listach przewodników tatrzańskich, otrzymał jednak honorową odznakę przewodnicką z numerem „0", którą nosił aż do śmierci przypiętą do paska swej torby myśliwskiej. Sabała, jak już powiedziano, grał na starodawnych gęślach, a miał ich kilka egzemplarzy. Według informacji Marii Dembowskiej przechowywał gęśle w domach wszystkich swych przyjaciół.

„Instrument Sabały jest rozpaczliwy, powiedziałbyś - niemożliwy prawie - pisał Tytus Chałubiński - niepodobna tu uniknąć nieraz skrzypienia lub dojmującego pisku.

A jednak w górach muzyka ta nie tylko nie razi, ale jest pożądaną, upragnioną. Jest ona harmonijnym dopełnieniem prawdziwie tatrzańskich wrażeń". Sabała nie tylko grał, ale także opowiadał gościom znane na góralszczyźnie baśnie, legendy, podania. Dowcip, poczucie humoru, swoista filozofia życia sprawiały, że był mile widziany w towarzystwie artystów i pisarzy przebywających w sezonie letnim w Zakopanem.

W modzie było zapraszanie go do siebie przez inteligencję przebywającą sezonowo pod Tatrami. Był postacią charakterystyczną dla Zakopanego. Widywano go zazwyczaj z gęślami, z którymi się nie rozstawał i które nosił zwykle w zawiązanym u dołu rękawie cuchy.

Często grał na nich wracając z Zakopanego do Kościeliska, gdzie mieszkał. Zimą we własnym domu wyrabiał noże zbójnickie, by móc je podarować doktorowi Chałubińskiemu, jego przyjaciołom i znajomym. Przez przybyszów był nazywany Ezopem i Homerem Tatr, „ostatnim Mohikaninem" starej góralszczyzny, łączącym „dawne, minione bezpowrotnie czasy, z teraźniejszością". Przez górali, którzy cenili gospodarność, zapobiegliwość, dbałość o dom, zagrodę i uprawę roli, Sabała niedbający o te rzeczy, spędzający większość czasu z „panami", był uważany za „nicpote".

Podczas Powszechnej Wystawy Krajowej we Lwowie w 1894 roku, gdzie udał się z wycieczką górali, wzbudził wśród gości ogromną sensację. Pojawił się tam ze swymi gęślami, opowiadał własne bajki, śpiewał i wróżył z ręki. Wkoło niego zebrało się sporo ciekawskich, którzy zapewne oglądali go tak, jak oglądano w tym czasie sławne postaci Dzikiego Zachodu z trupy Buffalo Billa - zwiadowcy, pogromcy Indian i bizonów, który objechał ze swoim show pół świata. Gdy zaczęła grać orkiestra, Sabała stanął poniżej dyrygenta i zaczął grać na swoich gęślikach. Wyprowadzony przez służbę porządkową, zszedł ze „sceny" zdziwiony, że nie gra już na niej „pierwszych skrzypiec", jak to bywało w zakopiańskim światku literackim i artystycznym. W kilka miesięcy po powrocie z wystawy zmarł. Jak napisał w 1897 roku Andrzej Stopka - „zabłysnął tylko na krótko gościom swoją oryginalnością, jak płomyk hawiarskiego kaganka, chwilowo jaśniej, by na zawsze zagasnąć". Wraz z jego odejściem „zamknęła się pewna epoka w dziejach Podhala i poznawania Tatr".

Wielu ludzi przybywających do Zakopanego w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX wieku, zafascynowanych góralszczyzną, zwracało uwagę na to, co zaczynało w niej zanikać lub już odeszło w przeszłość.

Dłuższe pobyty pod Tatrami i liczne kontakty z miejscowymi góralami stwarzały możliwość głębszego poznania ich życia, zwyczajów i obyczajów. W związku z tym zbierane w tym czasie materiały ludoznawcze mają inny charakter niż te wcześniejsze, zawarte w relacjach z podróży w Tatry, chociaż nadal nie są wynikiem systematycznych, obejmujących całość kultury, dociekań naukowych, lecz rezultatem osobistych zainteresowań po-szczególnych osób niektórymi jej aspektami. I tak gwarą interesowali się: Adam Kryński, Władysław Kosiński, August Wrześniowski, ks. Jan Złoży, Bronisław Dembowski, budownictwem: Władysław Matlakowski, Stanisław Witkiewicz, gospodarstwem górskim: Józef Konopka, zdobnictwem sprzętów: Walery Eljasz i wspomniany już Władysław Matlakowski, muzyką podhalańską Jan Kleczyński. Prace tych i innych autorów były publikowane w czasopismach naukowych: „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej", „Wisła", „Lud" i pismach krajoznawczych - głównie w „Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego", budząc w społeczeństwie zainteresowanie mieszkańcami Tatr, ich sposobem życia i kulturą. Zasługą ludzi przyjeżdżających w Tatry było też założenie w 1888 roku Towarzystwa Muzeum Tatrzańskiego imienia doktora Tytusa Chałubińskiego, którego celem było „gromadzenie przedmiotów naukowych i artystycznych odnoszących się do Tatr polskich, a także zbieranie wytworów przemysłu miejscowego, oraz okazów przyrody z Tatr i najbliższych okolic i utworzenie z tychże Muzeum w Zakopanem". Z założenia Muzeum to miało gromadzić zbiory przyrodnicze i etnograficzne oraz książki, rysunki, plany i mapy dotyczące Tatr i Podhala. W otwartej w lipcu 1889 roku placówce zaprezentowano, oprócz kolekcji przyrodniczych, również niewielką kolekcję etnograficzną ofiarowaną w 1889 przez Stanisława Drohojowskiego z Czorsztyna i pierwszy zakupiony do zbiorów w 1888 roku eksponat etnograficzny, którym był opasek - skórzany pas noszony przez pasterzy w czasie wypasu owiec na halach tatrzańskich. Pasem takim, jak pisał Ludwik Zejszner, „przepasywać się zwykł każdy Podhalanin; służy on góralowi za kieszenie, i w nim chować zwykł wszystkie drobne przedmioty: pieniądze, tytuń, krzesiwko, papiery, i nóż na rzemyku uwiązany". Dzięki pracy zbierackiej wielu przebywających pod Tatrami entuzjastów góralszczyzny, do zbiorów Muzeum Tatrzańskiego trafiły po latach bezcenne kolekcje etnograficzne Adama Krasińskiego, Zygmunta Gnatowskiego, Marii Dembowskiej i innych, tworzone w latach 1880-1920, będące do dzisiaj istotnym źródłem informacji o dziewiętnastowiecznej kulturze górali podhalańskich.

Koniec XIX wieku i lata przed I wojną światową to już kolejny okres w dziejach „odkrytych" wcześniej Tatr i Zakopanego. Ideowym przywódcą działających tu nadal, zainteresowanych ludem Podhala i jego kulturą, przybyszów z różnych stron Polski, stał się Stanisław Witkiewicz - twórca stylu zakopiańskiego. Zafascynowany rzemiosłem, sztuką górali, konstrukcją góralskich chałup i zdobnictwem sprzętów wykorzystał niektóre występujące w nich formy i elementy zdobnicze do nadania odrębnych cech sztuce polskiej, głównie w dziedzinie budownictwa i sztuki użytkowej. Stopniowo też miejsce etnografów amatorów poczęli zajmować fachowcy, chociaż upłynęło jeszcze trochę czasu, nim powołane do życia Muzeum Tatrzańskie stało się znaczącą instytucją naukową.

Swoistego rodzaju pamiątkami po tej zbójeckiej historii jest szereg nazw topograficznych upamiętniających znanych zbójnickich harnasi. Poniżej przytoczone zostały tylko niektóre nazwy, których jest znacznie więcej.

BESKID ŻYWIECKI 

• przysiółek Policzne w Zawoi (tam gdzie zbójnicy liczyli i dzielili zrabowane skarby),
• szczyt Polica (od liczenia się zbójników),
• Pilsko (od picia okowitki i zabaw na polanach pasterskich przez zbójników na stokach tej majestatycznej góry),
• Rachowiec (od rachowania się zbójników),
• Romanka (dawny Tanecznik – od tańcowania i zabaw zbójników),
• Zbójnickie Doliny nad Złatną w Beskidzie Żywieckim (miejsce ukrywania się zbójników),
• przysiółki w Kamesznicy oraz koło Wisły Malinki (Fiedorówka – od nazwiska jednego z najsłynniejszych zbójników w Beskidach – Jerzego Fiedora zwanego Proćpokiem z Kamesznicy),
• Tabakowy Chodnik w paśmie Babiogórskim (zbójnicka ścieżka przemytnicza na Orawę),

BESKID ŚLĄSKI

• W bezpośrednim sąsiedztwie Bielska-Białej są to dwie góry: Klimczok (od zbójnickiej bursy Braci Klimczaków) i Rogacz (od zbójnika Rogacza)
• góra Ochodzita (od tego, że na tej górze urzędowali zbójnicy i karawany kupieckie musiały górę szerokim łukiem obchodzić, aby nie zostać napadniętymi przez watachy zbójnickie)
• Straconka obok Bielska Białej (od miejsca straceń zbójników),

ŚLĄSK CIESZYŃSKI

• Ondraszkowa Dziura koło Cieszyna (miejsce ukrycia zbójnickich skarbów przez legendarnego zbójnika Onrdaszka)

GORCE

• Zbójnicka Góra koło Skomielnej Białej (miejsce gdzie zbójnicy mieli swoją kryjówkę i była to baza wypadowa towarzystw zbójnickich)
• Zbójnicki Plac na Polanie Średniak w Gorcach (miejsce tańców, harców i swawoli zbójników)

TATRY

• Zbójnickie Okna, Zbójnicka Turnia  w Dolinie Kościeliskiej
• Zbójnicka Dziura w Dolinie Chochołowskiej

BESKID WYSPOWY

• Grota Zbójnicka na Łopieniu

SPISZ

• Góra Pokładnica na Spiszu (od słowa „pokład” – co w gwarze znaczy zbójnicki skarb)

PIENINY

• Zbójnicki Skok w Pieninach (legendarne miejsce przeskoczenia przez Janosika Dunajca),

GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE

• Jaskinia Zbójecka w Łagowie w Górach Świętokrzyskich

BESKID NISKI

• Zbójecka Piwnica pod Ostrym Wierchem

Karpaty niejedną jeszcze kryją tajemnicę związaną ze zbójnikami, hajdamakami czy opryszkami. Wędrując po szlakach turystycznych uważny obserwator może odnaleźć ślady działalności ludzkiej: resztki szałasów, zbiornice kamieni zbieranych z pól przez pasterzy i rolników, „zbójnickie zagony", polany wykarczowane przed wiekami przez pasterzy. Legendy również mogą nas naprowadzić na intrygujące, pełne tajemnic miejsca, gdzie zbójnicy ukryli swoje legendarne skarby.

Warto w całe to przedsięwzięcie zaangażować młodzież, aby poznawała piękno gór, niezwykłe historie związane z magicznym Łukiem Karpat i aby w przyszłości bogactwo przeszłości zagospodarować z pożytkiem dla przyszłych pokoleń. Zgłębianie wiedzy o Karpatach, podnosi wartość jednego z najpiękniejszych „zagłębi turystycznych", jakimi są m.in. Beskidy, Gorce, Tatry, Bieszczady. Angażowanie młodzieży w całe przedsięwzięcie ma ogromne znaczenie zarówno wychowawcze jak również może młodych ludzi zainspirować na przyszłość. To ona może wykorzystać zdobytą, dzięki badaniom wiedzę do organizowania wielkich imprez plenerowych, ściągających w nasz karpacki rejon rzesze turystów. Przyczynić się też może do odtworzenia zbójnickich tradycji karpackich górali oraz gospodarki pasterskiej, tchnąć życie w osnute martwą ciszą Beskidy czy Tatry.

 

przy ognisku

Wyobraźnię przybywających w Tatry najbardziej poruszały opowieści o zbójnikach, o ukrytych przez nich skarbach, których strzegą złe duchy, o poszukiwaczach tych skarbów oraz o napadach zbójników na szałasy i podróżnych. Szczególną sławą u mieszkańców gór cieszył się Janosik, którego wizerunki zwiedzający mogli oglądać na obrazkach na szkle, wiszących na ścianach w karczmach i w chałupach góralskich.

Seweryn Goszczyński opisując w 1835 roku ubiór górali uznał, że widziany przez niego „na rysunku uczty Janoszyka wysoki okrągły kołpak, gęsto ubrany w rozmaite wzory z tysiąca kamyków, paciórek i blaszek, a przy wierzchu mający pióra jakiego ptaka lub gałązkę" był dawniej nakryciem głowy górali. Często odgłosy nocy w górach budziły u podróżników skojarzenia z obecnością zbójników.

W relacji z wycieczki do Morskiego Oka Łucja Rautenstrauchowa napisała: „Około północy ciemność już tak była gęsta, że o jeden krok, nic rozróżnić niepodobna było. Jednym się snuły jakieś straszne widziadła przed oczami, drugim, rozmaite o rozbójnikach wieści, tysiącznie w tamtych stronach powtarzane, na myśl przychodziły".

Zwiedzający Tatry przybywali do nich z wiedzą o zbójnictwie, jaką miało całe polskie społeczeństwo, a była ona oparta na opowieściach kupców, napadanych i rabowanych przez zbójników na traktach handlowych z Węgrami. Zbójnictwo cieszyło tą sławą, dlatego też turyści byli pełni obaw i niepokoju o swe bezpieczeństwo.

Ludwik Zejszner w początkowym okresie wędrówki po Tatrach w 1829 roku, z lęku przed zbójnikami, przebrał się nawet w strój góralski i jako urlopnik Jasiek od Gałów ze Szaflar udał się w góry, a po wieczorze spędzonym w szałasie w Morskim Oku, gdzie juhasi „poczęli rozpowiadać o tutejszych zbójcach", z obawy przed ich napadem nie spał w nim, „lecz w świerkowym namiocie". Zbójnicy przychodzili bowiem nocą do szałasów, zabijali owce i gotowali ich mięso w mleku, wyprawiali uczty z tańcami i muzyką, w których brali też udział baca i juhasi. Świadkiem jednego z napadów zbójników na szałas był Wincenty Pol - geograf, w czasie pobytu w Tatrach w latach czterdziestych XIX wieku.

Opowieści o zbójnictwie tatrzańskim towarzyszyły podróżnikom już w drodze z Krakowa. W swoim dzienniku z wyprawy w 1829 roku Ludwik Zejszner zanotował: „wszędzie o łotrach w Tatrach znajdujących się rozmawiam, głoszą o napaściach na podróżnych lub pojedyncze osoby wykonanych. Gdym przybył do Zaborni, musiałem pokazać paszport dwom karbacznikom, którzy mi później łaskawi byli drogę okazać u poczciwego dróżnika".

Na Zaborni, położonej niedaleko Zbójeckiej Góry, na której według miejscowych podań zbójnicy napadali na kupców przewożących towary z Węgier, stały trzy karczmy, gdzie zatrzymywano się na popas czy nocleg w drodze z Krakowa do Zakopanego. Nieco dalej podróżni przejeżdżali obok kościółka Św. Krzyża na górze Obidowej (wcześniej zwanej Rabuń), który, jak mówi legenda, został wzniesiony przez polskiego kupca, napadniętego w tym miejscu i cudem ocalonego z rąk zbójników. W książce Na przełęczy Stanisława Witkiewicza czytamy: „mijamy stary kościółek, samotny, krzywy, ocieniony wielkiemi lipami; góral pokazuje kawałek otłuczonej figury, wmurowanej w ogrodzenie i mówi, że to skamieniały zbójnik". Dalej była góra Raniszberg przy Szaflarach, na której, według opowieści Podhalan, przebywali niegdyś zbójnicy, później złapani i powieszeni na Węgrzech.

Wiele miejsc w samych Tatrach, pokazywanych przybyszom, było związanych z lokalnymi wierzeniami o zakopanych tam skarbach zbójnickich lub pobytem samych zbójników, co znalazło odzwierciedlenie w nazwach, np. Zbójnickie Okna czy Zbójnicka Dziura. Górale chętnie opowiadali o zbójnictwie, (które w pierwszej połowie XIX wieku występowało w Tatrach już w formie schyłkowej), ponieważ „chodzenie na zbój" było dla nich rzeczą „honorną", a sławni zbójnicy stali się ich bohaterami i powszechnie byli uważani za ludzi szlachetnych. Uzbrojeni w ciupagi, noże, pistolety, flinty, rusznice i pałki - rabowali bogatych i dzielili się tymi dobrami z biednymi.

Dokonywali przy tym niezwykłych czynów, o których wiele opowiadano. Szczególną sławą cieszył się, Janosik, który był w oczach górali niemal nadludzką istotą. Górale pokazywali w Tatrach miejsca, gdzie przekraczał granicę z Węgrami oraz jego i innych zbójników kryjówki - jaskinie i  kamienne koliby.

Mówiono też o zbójniku Baczyńskim, będącym według górali towarzyszem Janosika. Na Podhalu w pierwszej połowie XIX wieku chodzili „na zbój" Myśliwiec, Gadeja, Marduła, Nowobilscy. Ostatnim zbójnikiem był na tym terenie Wojciech Mateja z Kościeliska, znany z urody i dużej zręczności, który osadzony w 1866 roku w więzieniu w Wiśniczu, gdzie popełnił w 1875 roku samobójstwo. O zbójnictwie w Tatrach pisali nie tylko Franciszek Klein czy Goszczyński, który zebrał również pieśni zbójnickie, ale też Ludwik Zejszner, Wincenty Pol, Kazimierz Łapczyński i inni.

W relacjach dziewiętnastowiecznych podróżników najwięcej miejsca, jak już wspomniano, zajmowało pasterstwo wysokogórskie, myślistwo i zbójnictwo, mniej np. opisy strojów. Znalazły się w nich też pieśni, podania, legendy o zbójnikach, niewielkie objętościowo słowniczki gwary podhalańskiej, mniej lub bardziej udane opisy i próby uchwycenia istoty tańca zbójnickiego i muzyki góralskiej. Były to dziedziny życia najbardziej atrakcyjne i oryginalne, w porównaniu z innymi polskimi terenami, od razu rzucające się w oczy przybysza z nizin. Natomiast takie sfery życia, jak: sposoby gospodarowania na roli, narzędzia gospodarskie, rzemiosło, handel, wędrówki za pracą, pożywienie, budownictwo, wnętrza mieszkalne i gospodarcze, obyczaje, zwyczaje, wierzenia, ludowe lecznictwo czy meteorologia, nie wzbudzały tak dużego zainteresowania.

Ostatnim przedstawicielem dawnej góralszczyzny i zarazem jej symbolem był dla przebywających pod Tatrami gości, wspomniany powyżej Jan Krzeptowski Sabała, góral z Kościeliska.

Często grał na nich wracając z Zakopanego do Kościeliska, gdzie mieszkał. Zimą we własnym domu wyrabiał noże zbójnickie, by móc je podarować doktorowi Chałubińskiemu, jego przyjaciołom i znajomym.

Zbójnictwo nie mogło by funkcjonować bez szlaków handlowych. Bursy zbójnickie grasowały w pobliżu najbardziej uczęszczanych traktów handlowych nadając na karawany kupieckie.

Karpaty rozciągające się mniej więcej równoleżnikowo pasmo górskie stanowiły ważną barierę osadniczą, ograniczającą swobodne przemieszczanie się pomiędzy ich stokami północnymi i  południowymi, w decydujący sposób wpływając na kształtowanie się osadnictwa w tym terenie, a także rzutowały na charakter kontaktów.

Bariera ta nie miała jednak zwartego i jednolitego charakteru, gdyż znajdujące się tam mniejsze lub większe obniżenia pozwalały na w miarę swobodne przenikanie fal osadniczych.

Całkiem pewne wydaje się przekonanie wyrażane przez wszystkich badaczy, wykorzystywanie jako transkarpackie szlaki komunikacyjne, przełęczy karpackich, przecinających z południa ku północy równoleżnikowo usytuowane główne pasma Beskidów.

Proces zurbanizowania północnych stoków Beskidów był znacznie opóźniony w stosunku do południowej strony karpackich grzbietów. Jedynie Nowy Sącz od początków XIV w. zaczął wyrastać na emporium handlowe. Niemniej powstało tu sporo miasteczek od Żywca po Duklę, mających połączenie przez górskie przełęcze z miastami słowackimi i mogących zapewnić wymianę handlową po obu stronach Karpat. Utrudnieniem były trudno dostępne góry i ogromne lasy.

Spośród tych naturalnych obniżeń największą rolę odgrywały dla zbójników przełęcze zlokalizowane w Beskidach Zachodnich, stanowiące połączenia pomiędzy Śląskiem i Małopolską a południowymi sąsiadami. Główną rolę odgrywała tutaj Brama Morawska, której rangę potęgowała jeszcze obecność przejść przez Przełęcz Jabłonkowską oraz przypuszczalnie przez Przełęcz Koniakowską, skracającą drogę w stronę Soły i Kotliny Żywieckiej.

Nie trzeba uzasadniać wielkiej roli Bramy Morawskiej, jako najdogodniejszego przejścia dla ruchu zbójnickiego w Europie Środkowej z północy na południe, między Rudawami — Sudetami i Karpatami.

Tędy napływały fale ludności przybywającej z rejonów naddunajskich na urodzajne i bogate ziemie Śląska i Małopolski. Tą trasę przemierzały również przez trzy wieki od XVI – XVIII bursy zbójnickie napadające na przejeżdżające tędy karawany kupieckie. Skupiska monet rzymskich potwierdzają także wykorzystywanie tego szlaku w okresie rzymskim, co wiązało się najpewniej z funkcjonowaniem „szlaku bursztynowego" wiodącego zapewne z Brigetio — Kelamantii — naddunajskich miast obozów rzymskiego pogranicza — a służącego przede wszystkim kontaktom z zachodnią Słowacją i wschodnimi Morawami, zaś w zakresie handlu dalekosiężnego: ze Śląskiem i wybrzeżem Bałtyku. We wczesnym średniowieczu Brama Morawska była często wykorzystywanym przejściem pomiędzy ziemiami polskimi a Opawą łub Ołomuńcem oraz z dalszymi ośrodkami Europy środkowej i zachodniej. Szlak ten równie chętnie wykorzystywano w średniowieczu, kiedy stanowił najkrótsze połączenie korony czeskiej z lennym księstwem oświęcimskim.

Watachy zbójnickie przemieszczały się również przez Przełęcz Jabłonkowską wzdłuż Kisucy na tereny dawnych Węgier, a obecnie Słowacji.

Tę drogę posiłkowało ponadto przejście z Kotliny Żywieckiej przez Przełęcz Koniakowską, choć należy podkreślić, że jednak Przełęcz Jabłonkowska zapewniała najkrótsze połączenia dorzecza Wisły i Odry ze Słowacją i dalej -  Dolną Pannonią.

Nieco inną sytuację obserwujemy w rejonie Beskidu Żywieckiego, gdzie funkcjonował wymieniony już szlak, potwierdzony zarówno punktami osadniczymi, jak i znaleziskami monet, który zwracał się przez Przełęcz Koniakowską nad Sołę i dalej do Żywca, skąd przez obniżenie zajęte przez Rychwałd i Łękawicę dochodził do Skawy, a dalej do Wisły. Tą zbójnicką cestą w XVI, XVII i XVIII w. przechodziło wielu opryszków.

Dolina Wagu, na południowych stokach Karpat odznacza się gęstym osadnictwem, które musiało mieć powiązanie z południową częścią Śląska Cieszyńskiego i Kotliną Żywiecką, najpewniej właśnie przez Przełęcz Koniakowską.

Poza tym z doliny Wagu istniało przejście do Małopolski wzdłuż górnej Orawy, wiodące na wschód w dolinę Czarnego Dunajca ku Kotlinie Nowotarskiej oraz na północ przez rejon Podwilka-Spytkowic w dolinę Skawy lub też przez okolice Rabki w dolinę Raby. To przejście przez nieomal 300 lat wykorzystywali karpaccy zbójnicy.

Należy nadmienić, że droga z Orawy w dolinę Dunajca oraz wzdłuż górnej i środkowej Raby, a stamtąd do Krakowa, była używana intensywnie w średniowieczu, ale i od XVI do XVIII wieku przez beskidników. 

Pewną niewielką rolę szlaku handlowego mogło odgrywać przejście z doliny Soły na południe, przez obniżenie kolo Zwardonia. Jego używanie nie jest jednak pewne i trudno powiedzieć, czy przez nie napływały monety znajdowane w Kotlinie Żywieckiej, ale na pewno znane było lokalnym zbójnikom.

Dalszą grapę szlaków handlowych stanowiły przejścia łączące dolinę Cisy z południową Małopolską poprzez przełęcze Beskidu Niskiego i Wschodnich Beskidów, (teren wschodniej Słowacji). Pierwszym i chyba najważniejszym dogodnym przejściem ułatwiającym rozwój kontaktów jest Przełęcz Dukielska, łącząca dolinę Wisłoki i Wisłoka, wzdłuż których występują dość liczne znaleziska, zwłaszcza monetarne, która doskonale znana była i wykorzystywana przez tamtejszych opryszków, którzy mieli kontakt z Wyżyną Ondawską (z rzekami Ondawą - Toplą i Laborcem).

O ważności tego ,,węzła komunikacyjnego", bo tak chyba należy nazwać ten ważny szlak, świadczą najlepiej liczne znaleziska archeologiczne. Dochodzą do tego jeszcze mniej liczne znaleziska ujawnione z biegiem Torysy - Hornadu, a także Topoli, które najprawdopodobniej wypadnie łączyć z przełomem Popradu lub z Przełęczą Tylicką i z Białym Dunajcem.

Kotlina górnego Sanu mogła mieć jeszcze inne połączenia z Niziną Węgierską. Jedno z nich biegło być może z Przełęczy Dukielskiej nad San, skąd od Dynowa wiódł prawdopodobnie skracający drogę trakt do Jarosławia.

Drugie odgałęzienie biegło zapewne w górę dopływu Cisy Badrog i jej północnego przedłużenia rzeki Laborec, a następnie przez Przełęcz Łupkowską wzdłuż rzeczki Gstawy do Sanu.

Na funkcjonowanie przejść dolinami Popradu, Dunajca oraz Przełęczy Dukielskiej i Łupkowskiej wskazują liczne znaleziska z różnych okresów pradziejowych. Przejścia te znane były również karpackim zbójnikom, którzy często z nich korzystali. Z dużą intensywnością były one eksplorowane przez tołchajów - zbójników, stanowiąc najkrótsze połączenie - szczególnie Przełęcz Dukielska, a w mniejszym stopniu Przełęcz Łupkowska z Niziną Węgierską i z Rusią.

Analizując ruchy zbójników w Karpatach wypada wspomnieć o jeszcze jednym przesmyku karpackim - Przełęczy Użockiej, która choć nie odgrywała znaczącej roli jak np. Przełącz Dukielska, niewątpliwie była wykorzystywana przez zbójników czyhających na bogatych kupców.

Ciągnące z towarami karawany kupieckie stale były narażone na napady na  drogach  przez Przełęcz Użocką, przez sąsiednią przełęcz Beskid (789 m n.p.m.), wiodącą w dolinę Wołosatego,  przez Przełęcz nad Roztokami, Łupkowską i inne. W górach istniały kryjówki zbójeckie, gdzie układano plany wypraw i ukrywano łupy. Niektóre kompanie miały zdyscyplinowaną wojskową organizację, rotę i chorągiew, bębny i kotły, jako uzbrojenie hakownice, muszkiety, łuki, spisy, smolne pochodnie i tzw. opryszkowskie wekiery (siekiery).

Ważną rolę gospodarczą pełniły w Bieszczadach szlaki handlowe przekraczające Karpaty. Najstarszy wiódł z Sanoka doliną Osławy i Osławicy na Przełęcz Radoszycką, młodszy zwany „winnym” z Leska przez Baligród na Przełęcz Ruską (nad Roztokami). Mniejsze znaczenie miał szlak z Sambora przez przełęcz Użocką. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że tam gdzie strategiczne przełęcze, którymi przemieszczały się karawany kupieckie z cennymi towarami tam występowały bandy zbójników, tołhajów czy beskidników.

Reasumując należy stwierdzić, że rola komunikacyjna przełęczy karpackich zależała przede wszystkim od ich położenia oraz tendencji i kierunków infiltracji kulturowej, czy to w formie wymiany handlowej, czy też przemieszczania się całych grup osadniczych. Przejścia, które przecinały usytuowane mniej więcej równoleżnikowo główne pasma górskie (Przełęcze Jabłonkowska, Tylicka, Dukielska, Łupkowska, Użocka) wyznaczały dla zbójników i nie tylko górskie trasy szlaków na osi północ-południe.

Aktualne rozeznanie sytuacji w rejonie przełęczy Karpat polskich pozwala stwierdzić, że np. najniższa z głównych przełęczy karpackich — Dukielska (502 m n.p.m.) użytkowana była od neolitu. Podobnie przedstawia się kwestia użytkowania Bramy Morawskiej i przełomu Dunajca w Pieninach, a także Przełęczy Użockiej.

Generalnie możemy jednak stwierdzić, że najważniejszą rolę wśród szlaków transkarpackich dla zbójników odgrywały dwa, wiodące przez najbardziej skrajne, naturalne siodła wytyczające ważne punkty przebiegu dróg: przez Bramę Morawską oraz Przełęcz Dukielską, nie umniejszając przy tym funkcji użytkowania przez zbójników Przełęczy Jabłonkowskiej i Przełęczy Koniakowskiej.

Bogactwo historii, podań ludowych i legend związanych z Karpatami, może dziś służyć jako niezwykła atrakcja turystyczna. Warto wędrując po karpackich szczytach i dolinach przypomnieć sobie postaci słynnych karpackich zbójników i podążyć „SZLAKIEM ZBÓJNIKÓW KARPACKICH”.

Zapraszamy na Zbójnicki Szlak!

Opracowując projekt „Szlak Zbójników Karpackich” skorzystano z blisko 1000 źródeł dotyczących zbójnictwa karpackiego, które znajdują się tutaj. Kliknij!